> PREMIERA 15 MAJA

kazin_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Jestem konkubentem! Drukuj
Piotr   
21.06.2008
Najwyższy czas zdać sobie sprawę, że stanie z boku na niewiele się zdaje. Jeśli polska lewica ma bronić uciskanych mniejszości, powinna twardo walczyć z prostackim podziałem świata na dobro i zło, walczyć z wypaczonym ultra(pseudo?)katolickim poglądem na sprawę rodziny - pisze Grzegorz Stunża.

  

Pierwszego czerwca w programie Bogdana Rymanowskiego, w którym przy kawie rzucanej na ławę politycy plotą, co im ślina na język przyniesie, w klasycznym tonie wypowiedział się Jacek Kurski. Kiedy media odkrywały coraz to nowe przypadki maltretowania dzieci, wychowywanych głównie w konkubinatach, Kurski wykorzystał temat do swoich potrzeb. Powiedział: nie można pozwolić, żeby jakiś konkubent znowu doprowadził do krzywdy dzieci i dalej: jasne jest, że należy stawiać na normalne rodziny (cytaty nieoryginalne). Cóż złego powiedział znany prawicowy bulterier? Przecież statystyki wyraźnie pokazują, że w konkubinatach przemoc występuje częściej niż w sformalizowanych związkach… Spieszę z wyjaśnieniami.

Kurski powiedział jasno: konkubenci to obywatele drugiej kategorii, związki niesformalizowane są gorsze od związków małżeńskich, to związki naznaczone przemocą, związki w których maltretuje się dzieci. Konkubinaty to patologia, podczas gdy małżeństwo to związek wzorcowy, gdzie maltretowanie dzieci nie może mieć miejsca (bo oczywiste jest, że przemoc w stosunku do dzieci w tzw. „normalnych rodzinach”, to jedynie klapsy, służące sprowadzaniu błądzących młodych ludzi na „jedynie słuszną drogę”).

Bulterier Kaczyńskich próbuje przedstawić czarno- białą wizję świata, odwołując się do zawłaszczonego przez negatywne skojarzenia ze światem patologii określenia konkubinatu. Nie da się ukryć, że określenie to ma w społecznym odbiorze wydźwięk pejoratywny (i kiedy, jak ja, praktykowało się u kuratora sądowego, jeździło na wywiady środowiskowe i przeglądało sądowe akta, można odbierać to określenie wyłącznie negatywnie). Kurski strzela zatem prosto między oczy, nie pozostawiając zwolennikom związków partnerskich (niekoniecznie tylko osób tej samej płci) możliwości obrony. Żyjecie w konkubinacie- jesteście patologią. Świat jest wyłącznie dwubiegunowy i nie będąc w związku małżeńskim, nie można być dobrym ojcem, partnerem, obywatelem. W podobnym tonie wypowiada się cała prawica, próbująca nawrócić Polaków na wyznanie Marka Jurka, zagorzałego zwolennika rodziny rozumianej jako pobłogosławiony związek dwojga ludzi, piorących swoje brudy w domowych pieleszach (kto wie, czy nie dlatego rzadziej ujmowanych w statystykach).

W medialnym nagłaśnianiu przemocy wobec dzieci nie ma niczego złego, chociaż można mieć pretensje, że jest to dla mediów głównego nurtu jeden z tematów, wyczerpujący się po kilku głośnych odkryciach krzywdy. Zarzut w stosunku do telewizyjnych stacji żerujących na ludzkiej tragedii może być jednak postawiony wyraźnie: niewielu (chyba tylko prof. Czapiński w jednym z programów telewizyjnych, bezpośrednio w konfrontacji z Jurkiem) próbowało prostować insynuacje Kurskiego, Jurka i innych zatwardziałych prawych (?) polityków. Niewielu próbowało wskazać, że chociaż statystyki rzeczywiście pokazują częstsze pojawianie się problemu przemocy w niestałych (w sensie prawnym) konfiguracjach międzyludzkich układów, to jednak w konkubinatach żyje coraz więcej ludzi i często są to ludzie nie mający nic wspólnego z tzw. „społecznymi dołami”, czy „podklasą”, jak zapewne określiliby ich „pisoffcy”, rzekomo broniący praw uciskanych, nie potrafiących samodzielnie sobie radzić Polaków.

Dlatego o zakłamaniu polskiej prawicy, która udaje, że staje w obronie słabych, a tak naprawdę dokonuje niemal inkwizycyjnej selekcji, postulując przyznawanie pomocy pod warunkiem przyjęcia określonych zasad „najmojszej racji” (niczym WTO, ale to temat na inny tekst), należy mówić otwarcie. Może najwyższy czas, by zmienić pejoratywny wydźwięk konkubinatu i zamiast mówić wyłącznie o związkach partnerskich, powiedzieć wprost: jestem konkubentem! Odcinanie od konkubinatu jest poniekąd strzałem w stopę dla wolnościowych ruchów, sprzeciwiających się dominacji ultraprawicowej wizji świata. Nie czujemy się podobni do konkubin i konkubentów z sądowych akt, ale i tak wmawia się nam grzeszność życia w nieformalnych związkach, powołując na dowody wyciągane z „patologicznych pseudorodzin”, jak zapewne powiedziałby Marek Jurek.

Najwyższy czas zdać sobie sprawę, że stanie z boku na niewiele się zdaje. Jeśli polska lewica ma bronić uciskanych mniejszości, powinna twardo walczyć z prostackim podziałem świata na dobro i zło, walczyć z wypaczonym ultra(pseudo?)katolickim poglądem na sprawę rodziny. Rodzina to nie tylko związek poświadczony państwowym dokumentem i/lub zatwierdzony przez księdza dobrodzieja. Konkubinat to nie tylko krzywda dzieci i przemoc domowa. Dlatego konkubenci polscy- łączcie się! Żyjemy w konkubinatach, niech nas zobaczą!

  

Grzegorz Stunża - wspoltworca sieci blogowej „Krytyczne Oko” (www.krytyczneoko.blogspot.com) wydajacej pismo ”!reVOLT”

  


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.06.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.50591 Seconds